Przepowiednia staruszki nie była jedynym złym znakiem dla Franciszka Wincklera.
Za Bernardem Szczechem przywołuję kolejną legendę, którą ten zaczerpnął od ks. Norberta Bonczyka:
„Gdy Franciszek von Winckler wyruszył w podróż, jak się później okazało ostatnią w swoim doczesnym życiu, wydarzył się wielce znaczący incydent.
Jak zawsze, gdy dziedzic opuszczał na dłuższy czas swój pałac w Miechowicach, przed daleką podróżą żegnali go zebrani domownicy, jak też cała uwielbiająca go służba. Tak również było owego feralnego dnia. Gdy Franciszek Winckler wsiadł do powozu, i machał wszystkim ręką na pożegnanie, nagle z nieba spadł przed nim raniony gołąb, chwilę później coś zatrzepotało skrzydłami i oto w szaleńczym pędzie pogoni nadleciał sokół, który złapał ranionego ptaka i szponami rozerwał go na strzępy. Po zebranych przeleciał strach. Obserwujący to zdarzenie pobledli, przeczuwając w rozgrywającej się przed momentem scenie znaku niebios: Ich pan wybiera się w ostatnią podróż!”
Czy rzeczywiście miało to miejsce? Czy przeszłość Wincklerowi przepowiedziała rzeczywiście staruszka? Jak i dlaczego umarł Franciszek Winckler?
Oprac.: dr Helena Jadwiszczok-Molencka


Komentarze