Po transformacji ustrojowej publicystyka miejska, zajmująca się wcześniej głównie inicjatywami społecznymi, aby odzyskać wiarygodność czytelniczą, rozpoczęła wydawać artykuły na temat historii miasta, które dotykały problemów zbrodni sowieckich na mieszkańcach Bytomia, a także sytuacji, w jakiej znalazły się zabytki zniszczone po II wojnie światowej.
Bytomskie media opisywały liczne inicjatywy, które miały na celu usunięcie materialnych pozostałości obalonego systemu komunistycznego (pomniki, obrazy i hasła plakatowe). Osiedle miechowickie, będące symbolem i ideałem socjalistycznej nowoczesności PRL, od 1989 roku podlegało procesom demitologizacji. Dla autora artykułu Miechowice tykająca bomba! zasadniczym zagadnieniem okazały się problemy sanitarne osiedla. Okazało się między innymi, że od początku budowy nowej części Miechowic uszkodzona była cała sieć wodno-kanalizacyjna, w związku z czym mieszkańcy nie mogli w ogóle korzystać z wody lub mieli do niej dostęp jedynie przez kilka godzin dziennie. Taka sytuacja prawdopodobnie utrzymywała się od trzynastu lat, jednak była zatajona przed opinią publiczną.
Niespełna pół roku po artykułach dotyczących warunków sanitarnych osiedla, na łamach „Życia Bytomskiego” rozpoczęto publikowanie historii obiektów zachowanych w tkance urbanistycznej, a powstałych przed 1945 rokiem.
I tak w kwietniu 1990 roku pojawił się reportaż na temat domu dziecka w Miechowicach, który stanowił część fundacji Matki Ewy i funkcjonował nieprzerwanie od czasu swego założenia. Autorka reportażu przedstawiła w nim historię obiektu od momentu jego fundacji przez Evę von Tiele-Winckler, aż do początku lat 90. XX wieku, podkreślając znaczenie ośrodka zarówno dla oświaty, jak i dla kultury. Wspomina, że: „[p]odczas II wojny światowej zakład funkcjonował bez zakłóceń. Władze niemieckie popierały działalność sióstr i ich strukturę wychowawczą” i dalej: „[w] 1945 r. do zakładu przyjeżdżają Diakonise z dziećmi z sierocińca z Warszawy. […] Upaństwowienie nastąpiło 31.12.1950 r. […]. Zakład przyjął nazwę Górnośląski Dom Dziecka. Dzieci pozostały te same”. Na końcu artykułu dyrektorka placówki, Daniela Feluś, zwraca się z prośbą do władz miasta o to, by nie zamykały na stałe placówki oświatowo-wychowawczej o tak długoletniej tradycji. Napisała: „Rodzina nasza ulegnie rozbiciu i zostaniemy przydzieleni do kilku domów nie bawiąc się w żadne sentymenty rodzinne”. Jednak ze względu na zły stan techniczny obiektu, decyzją władz miejskich, budynek został rozebrany w wyznaczonym terminie, a więc w czerwcu 1990 roku. Po półrocznym okresie na miejscu Domu Dziecka wybudowano nowoczesny Ewangelicki Dom Opieki, zaadaptowany dla potrzeb pensjonariuszy, który nadal funkcjonuje.
W 1991 roku Józef Bonczol napisał artykuł na temat Miechowic, który został dołączony do publikacji, wydanej nakładem Towarzystwa Miłośników Bytomia, pod redakcją Jana Drabiny. Tworzy on kalendarium dziejów dzielnicy od 1336 roku do 1989 roku, poświęcając wiele uwagi działalności von Tiele-Winklerów, a także zbrodniom sowieckim na terenie ówczesnej gminy. Wspomina także o pożarze części założenia pałacowego w 1945 roku oraz o wysadzeniu ruin pałacu w 1954 roku.
W tym samym roku w „Życiu Bytomskim” ukazała się seria zdjęć archiwalnych dawnych Miechowic z krótkimi podpisami. I tak, na jednej z fotografii ukazano pałac, jednakże w podpisie jako fundatora umieszczono jedynie Ignacego Domesa. Na innej znajduje się kościół ewangelicki oraz Dom Opieki Matki Ewy, bez wzmianki o pochodzeniu rodowym fundatorki.
Dopiero w połowie lat 90. XX wieku urzędnicy miejscy uświadomili sobie, jakim problemem okazały się pozostałości oficyny pałacowej przy ul. Dzierżonia. Brak zabezpieczenia ruin narażał założenie nie tylko na potencjalne szkody, wyrządzone czynnikami atmosferycznymi, ale również na świadomą dewastację przestrzeni przez wandali. Jednakże w związku z walorami zabytkowymi założenia i niemożnością dokonania prac remontowych, rozpoczęto starania o wpis do rejestru zabytków, który to nastąpił 30 czerwca 1995 roku. Ochronie wpisanego pod numerem A/1612/95 zabytku podlega dawne założenie pałacowo-parkowe Thiele-Wincklerów, „którego integralnymi elementami są: układ kompozycyjny, zespół dendroflory, ruina oficyny pałacowej, pozostałości pałacu von Thiele-Wincklerów”.
W 1995 roku Grażyna Szewczyk oraz Jana Szturc w książce Luteranie w Górnośląskim Okręgu Przemysłowym zajęli się problemem wielu parafii tego wyznania na terenie Śląska, w tym także losami miechowickiej spuścizny po Matce Ewie. Przedstawiają oni historię magnatki, a także założonego przez nią diakonatu, który dzięki wsparciu współwyznawców z zagranicy wzbogacił się w 1987 roku o nowy dom parafialny, a wyniku czego dawny, przeznaczony ku temu budynek, oddany został podopiecznym ośrodka. Ponadto w 1990 roku parafia odzyskała część terenu, wraz z „Ciszą Syjonu”, oraz wzniosła nowy dom opieki „Ostoja Pokoju”, oddany do użytku w 1995 roku.
We wrześniu 1996 roku w „Życiu Bytomskim” ukazał się artykuł na temat zniszczeń architektury w centrum miasta. Autor artykułu sugeruje, że jedyną szansą na uratowanie całych kwartałów zabudowań jest ich szybka prywatyzacja, która pozwoli na przeprowadzenie niezbędnych prac konserwatorskich lub, jak w przypadku ochrony zabytków Krakowa, utworzenie Funduszu Ochrony Zabytków, który gromadziłby na ten cel fundusze z prywatnych środków finansowych mieszkańców Bytomia. W tym samym numerze czasopisma, Paweł Kachel opublikował artykuł, w którym skoncentrował się na zagadnieniu historii ruin pałacu miechowickiego, a także zwracła uwagę na proces nieodwracalnej dewastacji założenia pałacowego, która spowodowana była jawną ignorancją władz miejskich w obszarze ochrony zabytku. Autor artykułu sugeruje, że odpowiednia rekonstrukcja pałacu mogłaby w przyszłości stać się intratną dla miasta atrakcją turystyczną. Jednakże, jak pisze: „O odbudowie ruin należy porzucić marzenia. Najprawdopodobniej będą jeszcze długo niszczały”.
Miesiąc po publikacji artykułu Pawła Kachla Józef Bonczol przesłał do redakcji „Życia Bytomskiego” list, w którym wskazał istotne pominięcia, jakich dopuścił się Paweł Kachel. Głównym zarzutem Bonczola, kierowanym pod adresem dziennikarza, był brak precyzyjnego wyjaśnienia, kto właściwie przyczynił się do zniszczenia pałacu. I podczas gdy w 1945 roku to Sowieci podpalili pałac, to w 1954 roku w powietrze wysadzili go saperzy Wojska Polskiego. Poza tym nieprawdą jest, według Bonczola, że po dewastacji ruiny stały opustoszałe, gdyż do 1978 roku zamieszkiwały je jeszcze dwie rodziny.
Ostatecznie w 1997 roku, z powodu braku jakichkolwiek możliwości uratowania zabytku, władze miejskie postanowiły sprzedać pałac. Całość założenia wyceniono na 66 tys. 882 zł. W tym właśnie czasie w „Życiu Bytomskim” ukazał się artykuł Pałac na sprzedaż. Poszukiwany wariat, który kupi ruiny. I pomimo niewielkich szans na sprzedaż tak bardzo zdewastowanego obiektu, już niecały rok po ogłoszeniu oferty sprzedaży zgłosił swoją ofertę kontrahent, gotowy wykupić pałac. Niestety, sprawy nie udało się doprowadzić do końca, ponieważ bytomska parafia kościoła ewangelicko-augsburskiego zgłosiła swoje roszczenia w stosunku do majątku Tiele-Wincklerów. Zdaniem biskupa ewangelicko-augsburskiego, Rudolfa Pastuchy, teren w pobliżu ul. Dzierżonia, wraz z założeniem pałacowym, został przekazany diakonatowi „Ostoja Pokoju”. Ta kościelna instytucja natomiast przekazała majątek parafii. Sprawę miała rozstrzygnąć komisja ministerialna.
W trakcie toczącego się postępowania administracyjnego władze miejskie zmuszone zostały do wyburzenia kolejnego zabytku o wysokich walorach artystycznych, jakim był ratusz usytuowany w centrum „starych” Miechowic z 1927 roku. Po przejęciu budynku przez kopalnię „Miechowice” stał się on miejskim domem kultury, który funkcjonował jeszcze w okresie socjalistycznym. Jednak w wyniku poważnych zniszczeń, spowodowanych działalnością kopalni, zdecydowano o jego wyburzeniu, co w rezultacie nastąpiło w grudniu 1998 roku. Sytuację tę słusznie skomentował Maciej Droń, pisząc w „Życiu Bytomskim”, że: „[…] Starych Miechowic już nie ma – Sowieci zniszczyli zamek, dziś ginie ratusz, wyburzono cały kwartał zabudowy. Ostatnim akordem świetności pozostał przepiękny neogotycki kościół pw. Świętego Krzyża. I choć szacownej świątyni nic nie grozi, to już niedługo może się okazać, że niewielu ma parafian…”.
W wyniku sporu między władzami miejskimi a kościołem ewangelicko-augsburskim problem ochrony niszczejących ruin pałacu został zawieszony, a w wyniku nierozstrzygniętej kwestii własności majątku, w okresie kilku lat nie dokonano żadnych działań zabezpieczających lub renowacyjnych.
Oprac.: Helena Jadwiszczok-Molencka



Komentarze