Poniżej przeczytacie natomiast jak w okresie 1945-1989 próbowano usunąć z pamięci lokalnej wszystko, co łączyło się z działalnością rodu.
Zacznijmy od tego, że choć oficjalnie w 1925 r. pałac został odsprzedany spółce Preussengrube AG, zarządzającej miejscową kopalnią węgla kamiennego „Miechowice”, już wcześniej stał się rezydencją dyrektora kopalni. W 1921 roku w trakcie III powstania śląskiego, oddział powstańczy pod dowództwem generała Ringa zdobył posiadłość i pozbawił życia przebywającego tam dyrektora Hermanna Knocka.
W 1945 roku Tiele-Wincklerowie utracili niemal wszystkie swoje majątki i aktywa na Górnym Śląsku oraz w Meklemburgii. Już w styczniu tego roku, w wyniku wkroczenia wojsk armii radzieckiej, Sowieci zamordowali kilkuset mieszkańców dzielnicy, a także spalili większą część zamku. Ponownie w lipcu 1945 roku te same wojska wznieciły drugi pożar. Kolejnej degradacji, tym razem niemal ostatecznej, dokonali w noc sylwestrową 1954 roku saperzy Wojska Polskiego, którzy wysadzili obiekt w powietrze.
W okresie 1945-1989 kwestie zmian granic po II wojnie światowej, rozwój przemysłu za sprawą szlachty oraz kwestie kulturowości były celowo pomijane. Od kiedy w latach 50. XX w. zaczęto wydawać „Życie Bytomskie”, podkreślano tylko polskie naleciałości w mieście.
W czerwcu 1974 roku „Życie Bytomskie” opublikowało na stronie tytułowej artykuł: „Miechowice zieloną dzielnicą miasta”, który dotyczył raczej rocznej produkcji kopalni „Miechowice”, niż Miechowic jako miejsca wypoczynku. Czytelnik dowiaduje się między innymi o zapotrzebowaniu na węgiel z bytomskiej kopalni oraz o prężnym rozwoju firmy, począwszy od 1902 roku, której nazwiska założycieli nie są nawet wspominane. Pod koniec reportażu Konrad Krzyżanowski wspomina, że osiedle to warto odwiedzić, gdyż charakteryzuje się niezwykłym bogactwem roślinnym, a co za tym idzie barwnością urbanistycznego krajobrazu. I choć na zdjęciu widać nowe osiedle i jego młodych mieszkańców, to przestrzeń parkowa, w której funkcjonują, przywołuje skojarzenia z założeniem pałacowym, o którym autor nie wspomina.
Wśród artykułów prasowych istotny jest również reportaż Józefa Kachla z lipca 1974 roku zatytułowany „Bytom, miasto bogatych tradycji”, który porusza problem polskości miasta. Autor reportażu spuściznę kulturową Rzeszy otwarcie określa jako bezwartościową i przypomina o zbrodniach dokonanych na Polakach przez Hitlerowców. „Bezwartościowość” nie zostaje jednak sprecyzowana, a sam artykuł autor zakończył słowami: „Niestety jedynie nieliczne ekscesy Niemców docierały wówczas do wiadomości publicznej”. Ponownie nie zabrano więc głosu w sprawie realizacji powstałych przed II wojną światową na terenie miasta, a co oczywiste, zbrodnie dokonywane przez Sowietów w dalszym ciągu pozostawały w sferze tabu.
Jeszcze pod koniec lat 70. XX wieku kwestia zabytków Bytomia była wielokrotnie poruszana w prasie, jednakże socjalistyczny kontekst wciąż pozostawał niezmienny. Przeprowadzono renowację kamienic, wzmiankując o nich, że są realizacjami secesyjnymi, historyzującymi itd., jednak ich historyczna proweniencja pozostawała nadal bez komentarza. W tym samym okresie w „Życiu Bytomskim” opublikowano ogłoszenie o konkursie pt.: „Moje Miasto Najpiękniejsze”, jednakże, w myśl poglądów socjalistycznych, to nie zabytki (kamienice, rzeźby itd.) stanowić miały o estetyce miasta, a: „najlepiej utrzymany i zagospodarowany obiekt sportowy, […] najlepiej zagospodarowane i ukwiecone placówki oświatowo-wychowawcze, […] najlepiej i najestetyczniej zorganizowane wizualnie otoczenie wejścia do zakładu pracy” oraz „[…] wiosna w handlu i usługach miasta”.
Pomijanie informacji na temat pałacu i jego otoczenia uwidoczniło się także w maju 1979 roku, kiedy to ogłoszono konkurs: „Czy znasz zabytki Bytomia?”. Wśród wartościowej architektury wymieniano głównie realizacje sakralne (m.in. kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny przy Rynku, kościół św. Wojciecha przy Placu Klasztornym), a także średniowieczne pozostałości obwarowań miejskich. Ród Tiele-Wincklerów oraz pozostałości pałacu i „Ostoi Pokoju” nie wchodziły do zagadnień konkursowych. Dodajmy, że zaledwie miesiąc później w Świerklańcu urządzono festyn na cześć załóg robotniczych i, podobnie jak w przypadku Miechowic, całkowicie pominięto aspekt historyczny założenia pałacowego, skupiając się jedynie na przestrzeni parkowej. Oczywiście tłumaczyć należy to pochodzeniem rodu Henckel von Donnersmarck, a także, jak w przypadku Miechowic, zniszczeniem pałacu przez Sowietów.
I nawet kiedy w lutym 1984 roku „Życie Bytomskie” opublikowało reportaż pt.: Jak to z Miechowicami było, także autor skupiał się wyłącznie na etymologii nazwy osady, pierwszych wzmiankach na jej temat oraz przyłączeniu poszczególnych parafii do diecezji. W artykule nie znalazły się żadne informacje na temat rodu von Tiele-Wincklerów oraz o wcześniejszym właścicielu osady – Domesie.
Jednak w związku z wysokimi walorami zabytkowymi zespołu kościoła ewangelicko-augsuburskiego, ufundowanego przez Matkę Ewę, jeszcze w latach 80. XX wieku rozpoczęto starania o wpis do rejestru zabytków, który to zakończył się powodzeniem 24 sierpnia 1987 roku. Ochroną konserwatorską objęto: kościół, wzniesiony w 1896 roku w stylu neogotyckim, plebanię z 1894 roku w stylu historyzującym, Dom Opieki z końca XIX wieku w stylu uproszczonego historyzmu z elementami neogotyku, Dom Matki Ewy, powstały na przełomie XIX i XX wieku, a także Budynek Państwowego Domu Dziecka („Cisza Syjonu”), wzniesiony w stylu neogotyckim. Całość założenia wraz z wszystkimi wymienionymi elementami wpisano do rejestru zabytków pod numerem A/1350/87.
W 1988 roku została wydana pod redakcją Jana Drabiny pozycja Zabytki, która w głównej mierze koncentrowała się na architekturze Bytomia i jego dzielnic, od czasów średniowiecznych, do wieku XX. Józef Bonczol, zajmujący się historią Miechowic, poświęcił w powyższej publikacji rozdział, dotyczący dzielnicy i zamieszkujących ją rodów magnackich, a także budowy i późniejszych przebudów pałacu. Historia rodu Tiele-Wincklerów w rozdziale kończy się w roku 1929, jednak losy założenia pałacowego autor zamyka w roku 1860 stwierdzeniem, że: „[…] rodzina Tiele-Winckler dobudowała do zamku prawe i lewe skrzydło”.
Artykuł stanowił efekt opracowania opublikowanych wcześniej badań prowadzonych przez Ludwika Chroboka w dwudziestoleciu międzywojennym. Badania te opierały się na szczegółowych analizach historycznych, a także w oparciu o wspomnienia Norberta Bończyka, żyjącego w czasach największego prosperity rodu Tiele-Wincklerów na Śląsku. Chrobok opublikował wyniki tych badań w 1930 roku w monografii Miechowitzer Gutsbesitzer. W tym samym roku Tadeusz Dybła oraz Józef Hebliński wydali pozycję Historia Miechowic i kronika kopalni „Miechowice”, w której, na podstawie wiersza księdza Bończyka, stawiają tezę, że Hubert von Tiele-Winckler nie pozostawił miastu po sobie nie tylko dobrych wspomnień, ale również wysokiej klasy zabytków architektury. Autorzy w przedmiotowej publikacji napisali: „Wszystkie jego poczynania zmierzały głównie do dodania splendoru swemu rodowi. Dlatego rozbudował zamek, szowinistycznie popierał niemczyznę i protestantyzm. […] Pogardzał miejscową ludnością”. Cały tekst nosi znamiona negatywnej oceny działalności magnata.
O bezzasadności tej krytyki może świadczyć fakt, że nawet w polskojęzycznych świadectwach z XIX wieku można odnajdywać: „argumenty na rzecz roztropności i gospodarności tej familii, która – jako jedna z pierwszych – wprowadzała w swoich licznych kopalniach czy hutach nowoczesne, jak na owe czasy, elementy polityki socjalnej i emerytalno-ubezpieczeniowej”.
Oprac.: Helena Jadwiszczok-Molencka


Komentarze